ALECHEMIA ZMIANY. 11 psychicznych procesów, które prowadzą nowego cz.1.

Aktualizacja: 28 lut 2020

Często chcemy czegoś nowego w swoim życiu, ale jakoś to się nie dzieje lub nie podejmujemy działań, żeby to się stało. Albo co gorsza - robimy wszystko, co w naszej mocy, a życie pokazuje nam, że to nie dla nas. Nie jesteśmy w stanie zmienić naszej sytuacji i czy schematu reagowania na to, co nas spotyka. Zobacz, jakie procesy psychiczne muszą zaistnieć, żeby nastąpiła zmiana. Samo przeczytanie tych punktów może pomóc Ci zobaczyć, czego teraz najbardziej potrzebujesz, żeby ruszyć do przodu w jakimś obszarze.  W pracy z oddechem transmodalnym posługujemy się stworzonym przez Prezesa Międzynarodowej Fundacji Pracy z Oddechem IBF Nemi Nath cyklem transformacji, który składa się z 11 punktów. Oto one:

1.Świadomość - musimy sobie zdawać sprawę z tego, co chcemy zmienić. 2.Akceptacja - potrzebujemy się pogodzić ze sobą takim, jakim aktualnie jesteśmy. 3.Analiza - potrzebujemy dokonać refleksji nad naszymi sposobami myślenia, przeżywania i działania w tu i teraz, a także prawdopodobnymi przyczynami kształtu naszej sytuacji życiowej

4.Odpowiedzialność - potrzebujemy zdać sobie sprawę z naszego udziału i sprawstwa w danym obszarze 5. Decyzja i otwartość - potrzebujemy wewnętrznie być gotowi na nowe doświadczenie 6. Wiara - potrzebujemy uwierzyć, że zmiana jest dla nas możliwa 7. Wizja - potrzebujemy wiedzieć, do jakiej rzeczywistości zmierzamy. Jak ma wyglądać nasze życie na zewnątrz?

8. Zasoby - potrzebujemy zdać sobie sprawę, jak inaczej wewnątrz chcemy przeżywać, myśleć i jak działać w obszarach nad którymi pracujemy. 9. Pozorna korzyść - potrzebujemy zrezygnować z korzyści, które czerpiemy z aktualnej sytuacji 10. Sesja - potrzebujemy jakiegoś procesu, który umożliwia nam wewnętrzną reorganizację - na przykład: sesji oddechu 11. Integracja - potrzebujemy dać sobie czas na zmianę, ale też podjąć nowe działania i zachowania, które ją wprowadzają i odzwierciedlają

Zaistnienie wszystkich tych procesów jest niezbędne to zmiany tego, jak doświadczamy życia i tego co, ono nam przynosi w odpowiedzi. Czasem te procesy zachodzą symultanicznie - ktoś zdaje sobie sprawę z własnego schematu postępowania i w tym samym momencie akceptuje go, bierze za niego odpowiedzialność i chce czegoś nowego i wie, co to jest. A czasem ktoś potrzebuje czasu, żeby dotrzeć do wysycenia każdego procesu i zrobienia kolejnego kroku, na przykład: zdaję sobie sprawę, że kompensacyjnie troszczę się o męża/pracuję/ćwiczę i widzę, że się tym męczę i zastępuję realną relację z tym mężem, ale nie jestem w stanie przestać. Wiem, że to robię, ale nie wiem czemu tak naprawdę i czuję, że muszę to znowu zrobić, choć to nas dystansuje bardziej niż zbliża.



Albo, co trudniejsze do przepracowania - nie widzę jak to robię - po prostu widzę tylko, że mój mąż się dystansuje i nie odpowiada na mnie tak, jak chcę i potrzebuję. Nie wiem, jak to robię. Myślę, że to on. Boli mnie to, ale nie wiem jak to zmienić, więc godzę się nie satysfakcjonującą relację, lub udaję, że mnie to nie rusza, lub znajduję sobie kochanka, albo po prostu kupuję lepsze ubrania. 

Sesja oddechu jest przestrzenią, w której  otwieramy i ujawniamy te procesy. Mają one szansę zadziać się samoistnie i doprowadzić nas do nowego przeżywania siebie i nowych możliwości działania, które dadzą nowe rezultaty. Czasem w ciągu jednej sesji, czasem kilka sesji zajmuje rozpakowanie każdego z nich. Stawką jest nowe życie. Praca wewnętrzna jest czasem pracą, a czasem zabawą, a najważniejsze - jest nagrodą. To może być proste i można się tego nauczyć. Prześledźmy razem oddechową podróż do nowego.


1. Świadomość.

Nie da się zmienić czegoś, czego istnienia sobie nie uświadamiamy. Przyznanie, że jest jak jest sprawia, że otwieramy naszą gotowość do pracy w danym obszarze życie, nad danym schematem. Okej - jem za dużo, mam bałagan, roztrwaniam pieniądze, zdradzam żonę i ją ranię, udaję, że mam się dobrze, ale czuję się nie na miejscu, wkurza mnie życie, nie robię tego, co obiecuję, boję się ludzi, jestem egoistą, zapracowuję się, żyję nierealistycznie, boli mnie brak bliskości z związku, albo nie mam żadnych granic i robię zawsze, co inni chcą, albo brakuje mi współczucia, nie wykorzystuję swoje potencjału - migam się i odkładam realizację tego, co jest dla mnie ważne…albo w wersji, w której nie widzę swojego udziału: nienawidzę, że jestem gruby, czy biedny. Klienci nie przychodzą. Ludzie mnie źle traktują. Kobiety są niewiarygodne. Na nikogo nie można liczyć. Mąż się dystansuje.

Uff - mamy to. Właśnie powiedzieliśmy sobie „tak mam i nie lubię/boli mnie/jestem bezsilny, że tak mam”. Można zacząć podróż, zamiast zaprzeczać temu, co jest. 

Weźmy do prześledzenia trzy wzorce:

- nie mówię innym, jak się naprawdę czuję. Trudno mi z tym.

- poprzez swoją zajętość i sukces buduję swoją pozycję między ludźmi

- mój mąż jest obojętny na mnie

2.Akceptacja

Świadomość prowadzi do akceptacji, ale również może prowadzić do natychmiastowej reakcji obronnej - ja wcale tak nie muszę mieć, ja taki nie jestem i natychmiastowych zachowań potwierdzających, że „ja tak nie mam”. Jem za dużo? - proszę przestałem. Nie obchodzą mnie uczucia innych? - oczywiście, że przecież mogę ich wysłuchać, proszę - całe dwa lata wysłuchuję teraz. Izoluję się od ludzi? Ależ skąd proszę już jestem duszą towarzystwa. Boli mnie to, jak wyglądam - ależ skąd wygląd się nie liczy, tylko charakter. Wstydzę się, że chcę więcej seksu - ależ skąd, proszę jak się otworzyłem.

Te nowe zachowania prowadzą do nowych rezultatów i to dobry ruch, ale też tracimy możliwość prześledzenia naszych reakcji i uczuć. Jest ryzyko, że za chwilę nas dopadnie ten sam schemat, albo będziemy się siłować ze sobą robiąc i pokazując coś innego, czego w nas realnie nie ma i ta walka wyczerpie naszą energię. Istnieje również możliwość, że przestaniemy zachowywać się w pewien sposób, ale nasz wewnętrzny świat, który pozostał taki sam, doprowadzi do innej trudności w innym obszarze życie. Dzieje się tak ponieważ pominęliśmy siebie.

Nowe zachowania są ważne, jak nowe ubrania. Inaczej w nich się czujemy i ludzie inaczej na nas reagują, ale w środku, to wciąż my. W pracy z oddechem zajmujemy się i tym, co w środku i tym, co na zewnątrz.

Akceptacja sprawia, że pozostajemy w naszym doświadczeniu. Zgadzamy się na tę - jak sądzimy - ułomność i mamy możliwość pokochać siebie razem z nią, a także dać sobie szansę na zobaczenie co w nas doprowadza to tego, czego nie chcemy. Nie oznacza to, że rezygnujemy ze zmiany zachowań - chodzi raczej o to, żeby były one spójne z tym, kim jesteśmy i na co nas realnie w danym momencie stać. Podobnie jak z pieniędzmi - czujemy się biedni, więc kupujemy, więcej niż możemy, żeby sobie udowodnić, że tak nie jest. Zamiast budować zasoby i pozwalać sobie na coraz więcej.

Akceptacja też oznacza, że nie osądzamy siebie, nie oceniamy naszego zachowania jako porażki lub wstydliwej ułomności. Rozumiemy, że jest ono wyrazem czegoś, co potrzebuje zostać zgłębione i domaga się uwagi. Jest naszą inicjacją w głąb. Jest tym, co nas prowadzi do lepszego zrozumienia siebie i życia, a także otwiera na głębię odczuwania i współczucia.

Nowe zachowania pojawiają się same jeśli nasz wewnętrzny proces się zmienia.

3. Analiza

Teraz mamy możliwość dokonania refleksji. Potrzebujemy ciekawości i badawczej natury, żeby zrozumieć siebie. 

Okej - jem za dużo. Kiedy sięgam po jedzenie? Kiedy mnie to dopada? Jakie uczucia temu towarzyszą? Jakich uczuć nie czuję i nie chcę czuć? O jakich potrzebach mnie to informuje? Czemu nie zaspokajam tych potrzeb bezpośrednio? Czego się boję? Czego mi brakuje? I dlaczego tak robię?

Nie mówię innym tego, co czuję.

Czemu? Chronię ich? Przed czym ? Może obawiam się, że nikt mnie nie kocha na tyle, żeby posłuchać i chętnie mi dać, to czego potrzebuję? Może nie chcę tego wziąć, bo poczuję się słaby i zależny, a przecież na pewno nie jestem ani słaby, ani zależny. Może nie mówię, bo myślę, że nikogo to nie obchodzi, może nie mówię, bo się wstydzę. Może mówię tylko o tym czego potrzebuję w pracy, ale nie mogę wykrztusić słowa w bliskości - prośbę o przytulenie lub wysłuchanie traktuję jak przegraną. Może lubię tę pozycję - domyślam się sam, co kto czuję i tak mam przewagę nad tymi wszystkimi, którzy się nie domyślają, a ja im nie powiem - przecież straciłbym kontrolę? Skąd to mam? Ja rodzice reagowali na to, co mówię? Z lekceważeniem, z miłością? Słuchali, mówili o sobie? Czy w naszej rodzinie ludzie się słuchają i odsłaniają emocjonalnie? Czy przeraża ich to i znajdują zastępcze tematy i działania?

Poprzez swoją zajętość i sukces buduję swoją pozycję między ludźmi, ale czuję jakiś dystans.

Czemu potrzebuję sukcesu? Kim bym bez sukcesu był? Czy nadawałbym się do kochania? Czy coś bym znaczył jako ja - człowiek bez niczego? Czy muszę coś udowodnić? Czy boję się być po prostu? Czy czuję się gorszy i muszę być lepszy? Czy trudno mi po prostu posiedzieć z kimś bez bycia prezesem/autorem/trenerem? - czego się obawiam. Co się stanie jak mnie ktoś naprawdę zobaczy? Za co byłem doceniany w domu? Kogo chwalili rodzice? Jakich znajomych mieli? Za co się kochali, a za co się karali? Jak wyrażali miłość?

Mąż na mnie nie odpowiada.

Jakie uczucia to we mnie budzi? Czy oczekuję tej odpowiedzi od męża, czy być może mam nadzieję, że zaspokoi moją potrzebę, której nie zaspokoił nieobecny lub usunięty przez mamę tata? Czy ja odpowiadam na męża? Czy mu pozwalam się zbliżać, czy jest to zagrażające? Czemu wybrałam takiego mężczyznę? Co sobie potwierdzam o sobie? Czy ja sama odpowiadam na siebie i to czego potrzebuję? Czy też przesuwam siebie i oczekuję od innych, że mi dadzą to, na co sam sama sobie nie pozwalam i sama nie dbam? Czy pozwolenie mężowi na wykazanie się oznaczałoby, że nie mogę go kontrolować niezadowoleniem? Czy wstydzę się, że czegoś od niego chcę i złości mnie, że on sam się nie domyśla?

To zrozumienie prowadzi do pogłębionej świadomości. Przy czym kluczowa jest tu świadomość emocjonalna - odczuwanie jak się mam z tymi pytaniami, tematami. Zrozumienie intelektualne i odczucie emocjonalno-fizyczne są tak samo ważne w procesie zmiany, ale to odczucie własnej prawdy w tym temacie prowadzi nas do wyzwolenia od powtarzania tego, czego nie chcemy.

4. Odpowiedzialność

Odpowiedzialność oznacza, że przestajemy próbować zmienić coś na zewnątrz, a zaczynamy widzieć nasz udział w sytuacjach, które są dla nas trudne. Wzięcie odpowiedzialności oznacza powiedzenie sobie:

- Dobra. Ta sytuacja odzwierciedla, to jak ja traktuje siebie, nawet jeśli nie rozumiem jeszcze jak to robię. To nie on, ona, życie, Polska, Bóg, to ja. A skoro ja to robię, to też ja to mogę zrobić/przeżyć inaczej.

Obwinianie innych i życia, a także wynikającą z niego niemoc i złość zastępujemy przeżyciem bólu i smutku, że nie umieliśmy stworzyć sobie takiej sytuacji/życia, jak chcieliśmy. Prowadzi nas to pogodzenia się z tym, co się nie stało lub nie dzieje w naszym życiu i odnalezienia również mocy, żeby stworzyć coś, co nas lepiej odzwierciedla. Tak długo, jak dajemy sobie komfort użalania się lub obwiniania - tak długo pozostajemy tam, gdzie jesteśmy. I dla jednych z nas to długi proces emocjonalnego docierania do siebie, dla innych pstryknięcie palcami.  

I to jest proces, który musi się zagnieździć w duszy, a nie tylko w intelekcie. Jest on bardzo uwalniający, aczkolwiek często się go obawiamy. Musimy odstawić nasze zwyczajowe sposoby radzenia sobie z dyskomfortem poprzez szukanie winnych, jak również przez obciążanie siebie i dorośle powiedzieć: - Dobra. Teraz zrobię swój kawałek w tej sprawie. A reszta świata ma wolne. Nie będę się też obwiniał, nawet jeśli nie umiem inaczej, to też mam powody. 

- To nie mąż się dystansuje. To ja pozwalam na dystansowanie, a może go odpycham, albo trzymam za kreską, albo nie umiem go wpuszczać. - To nie ludzie są nie wspierający. To ja biorę wszystko na siebie i nie pozwalam innym się wykazać. - To nie klienci nie przychodzą. To ja nie wkładam pracy w marketing albo obawiam się, że pieniądze mnie zepsują.  - To nie ciało mnie nie słucha, tylko ja nie słucham ciała. - To nie Bóg się na mnie uwziął, raczej ja uwziąłem się na siebie. - To nie Kraków ma korki, to ja decyduje się mieszkać w mieście i narzekać. (oczywiście Kraków ma korki, ale...tak długo jak narzekam - marnuję zasoby)

5.Decyzja, otwartość i gotowość, wola.

Wiemy już co. Wiemy, że to my, a nie ktoś, czy życie. Teraz potrzebujemy w sobie znaleźć chęć do zmiany. I to również jest proces energetyczny. Nasza otwartość na nową wersję nas i rzeczywistości musi się pojawić. Tak - teraz musimy sobie pozwolić, mówić, co czujemy i czuć przerażenie, kiedy to się dzieje, albo przepracować przerażenie. Tak - teraz potrzebujemy kontaktować się z ludźmi nie zasłaniając się swoimi osiągnięciami, przy pełnym ich uznaniu i dumie, rozumieć, że one nie sprawiają, że jesteśmy lepsi, a równać się z nimi poprzez wyraz naszej osoby i otworzyć się na płynące z tego ryzyko. Tak - teraz być może musimy pozwolić mężowi się nami zaopiekować, choć boimy się, że on tego nie zrobi i będziemy musieli się razem uczyć, co to dla nas znaczy.I być może poczujemy bezradność, której za nic w świecie nie chcemy czuć.

Czy jesteśmy otwarci na to? Czy również jesteśmy otwarci i chętni, żeby dostać najlepsze?

Wyobraź sobie, że dzieje się wszystko dokładnie tak, jak jest to satysfakcjonujące dla Ciebie. Wpuszczasz to? Czy czujesz, że się kurczysz? Masz w sobie więcej „Tak”, czy „Ja pierdzielę”.

To wewnętrzne „Tak” - wobec tego, co chcemy musi być silniejsze, niż nasz lęk. 53% nas musi chcieć nowego. I jeszcze raz przypomnę, że chcenie/gotowość/otwartość muszą być w osobie, a nie w głowie. Czym innym jest chcieć lub być otwartym, a czym innym myśleć, że się chce lub myśleć, że się jest otwartym. 

Tak - może oznacza to, że potrzebujemy zrobić trochę pracy wewnętrznej, żeby naprawdę tego chcieć lub poczekamy, aż będziemy tak bardzo nie chcieć tego, co się dzieje, że tego już nie zniesiemy i wtedy będziemy gotowi. Każdy z nas ma wybór. Uczymy się przez inspirację lub przez desperację. I oba sposoby są skuteczne. Jedno jest dla mnie pewne, że zmiana wcześniej czy później nastąpi - jak ją zaprosimy lub sprowokujemy, to już inna sprawa. Sam bywam utknięty w sobie tak bardzo, że nowe wywołuje we mnie niemożliwość - wiem, czego chcę, ale czuję, że nie dźwignę tego dobrego. Nie znam, nie umiem, przeraża mnie. Wtedy wiem, że jeszcze trochę potrzebuję dojrzeć w sobie.


326 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie